niedziela, 27 grudnia 2015

Rozdział II




- Szybciej Heniu, szybciej! Doganiają nas! – Mietek gwałtownie skręcił w boczną uliczkę i pociągnął za sobą Henia. Stado rozemocjonowanych kobiet pobiegło dalej.
- Dlaczego one sądzą, że od nas zależy wybór kandydatek? – wysapał Henio – Przecież po wysłaniu kart nie mamy już na to wpływu.
- Nie mam pojęcia – westchnął Miecio – Na szczęście już jutro będą wyniki. Więcej nie dam się w to wmanewrować.
- Uważaj! Wracają!
***
- I ostatnia, panna America Singer z Karoliny, Piątka!
- Niestety Rudzielec też się dostał - Miecio wyłączył telewizor.
- Dziwisz się? – Henio przeciągnął się w fotelu – z tą kartą, co jej wypisaliśmy nie miała prawa się nie dostać! Na szczęście Kriss też się załapała. Zbieraj się, chłopaki mają zaraz po nas podjechać. Jedziemy do pałacu!
***
- Mieciu, zobacz! Czy to nie jest America? – Henio podał przyjacielowi lornetkę i cofnął się.
- Masz racje! A to chyba książę, nie? – Miecio zmrużył oczy próbując rozpoznać drugą sylwetkę – Tak! To na pewno on.
- Odsuń się i daj popatrzeć – Henio spróbował odzyskać lornetkę, jednak Mietek nie miał zamiaru się z nią rozstawać.
- Co oni wyrabiają? Jak myślisz, co jej Shalom nagadał?
- Nie wiem, ale zobacz! Wygląda to jakby nam go wystawiała! No to, co? Ściągamy go?
- Chyba nie – Miecio był wyraźnie zaniepokojony – Jakieś podejrzane to. Kazali nam tylko obserwować i nie interweniować. A wolę się nie narażać, po tym jak namieszaliśmy z kartami…
- Poczekaj chwilę! Czy ona właśnie kopnęła księcia? – nagle przerwał Henio zaabsorbowany wydarzeniami widzianymi przez lornetkę – Zobacz!
- Ała – wzdrygnął się Mietek – ona chyba nie ma instynktu samozachowawczego. Ale to nie nasza sprawa, prawda?
***
Kołdra była taka cieplutka, a na zewnątrz było tak zimno. Henio wystawił spod pierzyny stopę i zaraz szybko ją schował. Było stanowczo za zimno. Mogliby w końcu coś z tym zrobić. Rebelianci wiedzieli o niedziałającym ogrzewaniu od dłuższego czasu, jednak mieli na głowie pilniejsze sprawy i ciągle to jakoś umykało. A teraz ochłodziło się i musieli marznąć.
- Heniek, wstawaj! Znowu zaspaliśmy! – Miecio gwałtownym ruchem zerwał z niego kołdrę. Henio szczękając zębami zwlókł się z łóżka i sięgnął po dodatkowy sweter.
- Nie przesadzaj, aż tak zimno nie jest – stwierdził Mietek, a z jego ust wydobył się obłoczek pary, który uleciał ku sufitowi.
***

Wybaczcie, że tak krótko, ale opuściła mnie złośliwa i zdradziecka wena. Następnym razem postaram się dłużej J